poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Chapter 43

Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Targało mną wiele emocji. Strach, zdenerwowanie ale także podniecenie, tęsknota i radość. Byłam uradowana faktem, że w końcu będę mogła zobaczyć Harry’ego po prawie miesiącu. Wiedziałam jednak, że nie mogłam oczekiwać cudów i tego że chłopak ucieszy się na mój widok po tym co mu zrobiłam, ale gdzieś głęboko w sobie miałam skrytą nadzieję, że będzie choć odrobinę szczęśliwy.
O godzinie czwartej, po półgodzinnym śnie, postanowiłam wstać, ponieważ bezczynne leżenie i wgapianie się w sufit sprawiało że miałam coraz to dziwniejsze myśli i coraz więcej obaw co do tego czy na pewno podjęłam dobrą decyzję.
Najciszej jak tylko potrafiłam, udałam się do łazienki. Wyglądałam naprawdę okropnie. Podkrążone i zaczerwienione, z powodu braku snu, oczy, potargane włosy i spierzchnięte usta.
Wzięłam szybki prysznic, starając się zbytnio nie hałasować. Nie chciałam budzić Nancy o tak wczesnej porze. Kiedy wyszłam z kabiny, owinęłam się miękkim ręcznikiem i umyłam zęby.
Ruszyłam do swojego pokoju. Nałożyłam bieliznę, a następnie szary, gruby sweter i czarne, obcisłe spodnie. Rozpuściłam włosy, które wcześniej były spięte w wysokiego koka, przeczesałam je szczotką i zrobiłam delikatny makijaż, mało przejmując się sińcami pod oczami. Uznając, że jestem gotowa, dopakowałam ostatnie rzeczy do walizki i zamknęłam ją starannie. Sięgnęłam po telefon by sprawdzić godzinę. Dochodziła piąta, więc uznałam, że powinnam obudzić przyjaciółkę. Odstawiłam bagaż w przedpokoju i poszłam do jej pokoju. Dziewczyna smacznie spała, opatulona kołdrą po uszy. Kucnęłam przy łóżku, delikatnie szturchając jej ramię.
- Nancy, wstawaj – powiedziałam cicho tuż nad jej uchem.
Brunetka mruknęła coś niezrozumiale i przekręciła się na drugi bok, tak że leżała teraz twarzą do mnie.
- Nancy – ponowiłam próbuję, mówiąc głośniej i lekko uszczypnęłam jej skórę nad łokciem.
- Co? – mruknęła cicho.
- Jest już piąta, niedługo będzie musiały jechać na dworzec – wyjaśniłam.
- Okej, zaraz wstanę – wymamrotała, powoli otwierając oczy.
- Idę zrobić śniadanie.
Skierowałam się do kuchni. Nastawiłam wodę w czajniku i zaczęłam robić dla nas kanapki. 
Razem z Nancy szybko zjadłyśmy śniadanie i wypiłyśmy po kawie. Czułam ogromne zmęczenie po nieprzespanej nocy, ale miałam nadzieję, że w pociągu trochę się zdrzemnę.
Dziewczyna szybko zebrała się i o szóstej byłyśmy już na dworcu. Zapłaciłam taksówkarzowi, który pomógł mi z bagażem i gdy odjechał, ruszyłyśmy do środka budynku. Do odjazdu miałam pół godziny, więc postanowiłam napić się jeszcze jednej kawy. Po tym jak zakupiłam ją w automacie, razem z przyjaciółką zajęłyśmy miejsca na wolnych krzesłach naprzeciwko stoiska z prasą.
Siedziałyśmy tak długo, aż w ogromnej sali nie zabrzmiał komunikat o tym, że pociąg do Londynu odjeżdża za dziesięć minut. Dziewczyna udała się na peron razem ze mną, by się pożegnać. Kiedy tylko wyszłam z pomieszczenia, w moje ciało uderzył okropny chłód panujący na dworze. Warunki pogodowe na całe szczęście nie były takie złe i nie musiałam obawiać się o to, czy pociąg dojedzie bez żadnych przeszkód.
- Będę za tobą tęsknić – powiedziałam, mocno tuląc do siebie drobne ciało Nancy.
- Ja za tobą też – szepnęła. – Zadzwoń do mnie jak tylko będziesz na miejscu.
- Oczywiście – przytaknęłam.
- Leć już, bo odjadą bez ciebie – zaśmiała się cicho.
Nie mogłam płakać, wiedziałam że niedługo znów się zobaczymy. Tylko nie byłam pewna czy wrócę tutaj szczęśliwa.
Odsunęłam się od niej i biorąc walizkę, weszłam do pociągu. Sprawdziłam na bilecie, jakie miejsce zostało mi przydzielone i gdy znalazłam odpowiedni przedział, położyłam bagaż i usadowiłam się wygodnie na siedzeniu. Razem ze mną siedział starszy mężczyzna, około pięćdziesiątki oraz dziewczyna w podobnym wieku co ja. Spojrzałam za szybę, i widząc Nancy stojącą naprzeciwko, pomachałam jej z uśmiechem. Dziewczyna przesłała mi całusa, a niedługo później pociąg ruszył i straciłam ją z pola widzenia.
Teraz już nie było odwrotu, jechałam do Londynu odzyskać coś co sama pozwoliłam sobie odebrać.

***

Myślałam, że podczas podróży utnę sobie drzemkę, lecz nie byłam w stanie. Podekscytowanie zawładnęło moim ciałem, sprawiając że nie potrafiłam myśleć o niczym innym jak o tym, że już niedługo zobaczę Harry’ego i oczywiście Elenę, bo pomimo iż chłopak był powodem dla którego tutaj jestem, to cieszyłam się, że zobaczę się z przyjaciółką. Kiedy zbliżaliśmy się do Londynu, wysłałam dziewczynie smsa, że będę za około pół godziny, na co odpowiedziała mi, że ona i Jack zaraz zjawią się na dworcu.
Wiedziałam, że nie powinnam ale cała pałałam radością, gdy wreszcie pociąg zatrzymał się na stacji końcowej. Odetchnęłam z ulgą, mogąc wyjść na świeże powietrze i rozprostować kości.
- Alex! – usłyszałam dobrze znany mi, wesoły głos, na co natychmiast odwróciłam się w stronę jego źródła.
Ujrzałam biegnącą w moją stronę brunetkę z ogromnym uśmiechem na twarzy. Po chwili rzuciła się na mnie, przytulając, co sprawiło, że nie mogłam powstrzymać śmiechu i opuściłam walizkę, mocno się w nią wtulając. Słodki zapach jej perfum od razu wypełnił moje nozdrza.
- Hej – powiedziałam uradowana, kiedy oderwałyśmy się od siebie. – Cześć, Jack – dodałam, widząc stojącego obok dziewczyny blondyna.
- Miło cię widzieć, Alex – posłał mi uśmiech i zabrał mój bagaż.
- Dzięki – mruknęłam w jego stronę i ponownie zwróciłam się do Eleny. – Tak się cieszę, że cię widzę.
- Ja też. Jak podróż? – wzięła mnie pod ramię.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Całkiem nieźle – skwitowałam. – Co tam u was?
- Wszystko w porządku. Wiesz, święta, święta i po świętach. Trzeba wrócić do rzeczywistości – zachichotała.
- Tak, niestety.
- A ty, jak się czujesz? – spojrzała na mnie kątem oka.
- Nie jest dobrze, ale coraz lepiej. Właściwie, to po to tu przyjechałam. Chcę się zobaczyć z Harry’m.
Dziewczyna pogładziła pocieszająco moje ramię. Dotarliśmy do czarnego BMW, które należało do Jacka. Chłopak załadował moje rzeczy do bagażnika i zajął miejsce kierowcy, a Elena usiadła razem ze mną na tyle. Podczas drogi do ich mieszkania, rozmawialiśmy o błahych sprawach, lecz właśnie takiej rozmowy potrzebowałam. Nie chciałam by ktokolwiek użalał się nad moją dotychczasową sytuacją.
- Przygotowałam dla ciebie pokój – powiedziała dziewczyna, gdy zdejmowałam z siebie grubą kurtkę.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się szczerze, po raz kolejny tego dnia i udałam się za nią, biorąc swoje rzeczy.
Elena otworzyła przede mną drzwi, prowadzące do małego pokoiku z łóżkiem na środku. Rozejrzałam się dokładniej. W prawej części znajdowała się mała szafa z lustrem, a w lewej małe biurko z obrotowym krzesłem. Nie było tu zbyt wiele rzeczy, jednak jak na pokój gościnny, był on całkiem ładny. Białe firanki z kremowymi akcentami zasłaniały sporych rozmiarów okna, a ciemne zasłony bardzo pasowały do wystroju.
- Jesteś głodna, albo chcesz się położyć? – zapytała.
- Chyba spróbuję się zdrzemnąć. Naprawdę dziękuję za wszystko – przytuliłam ją delikatnie.
- Drobiazg – pogłaskała dłonią moje plecy w troskliwym geście. – Jakby coś, będę w salonie.
Przytaknęłam głową, a brunetka wyszła z pokoju, zamykając drzwi. Sięgnęłam po swoją torbę, którą miałam przy sobie i wyciągnęłam z niej telefon, od razu go odblokowując i wybierając numer Nancy. Odebrała niemal od razu.
- Tak?
- Jestem już w Londynie – poinformowałam.
- I jak? Kiedy zamierzasz iść, no wiesz… do więzienia?
- Jeszcze dzisiaj, ale na razie prześpię się trochę.
- W porządku. Cieszę się, że jesteś cała – zaśmiała się. – Nie będę już przeszkadzać, odpocznij i zadzwoń do mnie po spotkaniu z Harry’m.
- Okej, do usłyszenia.
Rozłączyłam się, kładąc telefon na łóżko i kucnęłam przy walizce, otwierając ją. Ostrożnie wzięłam do rąk kupkę ubrań i ułożyłam je w szafie, którą miałam do dyspozycji. Na dnie znajdował się mój laptop, więc położyłam go na biurku, wraz z ładowarką. Następnie zasiadłam na łóżku, czując jak moje zmęczenie daje się we znak. Ziewając, ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy.

***

Obudziłam się w miarę wyspana, około godziny pierwszej. Przeciągnęłam się leniwie i wyszłam z pokoju. Usłyszałam ciche granie radia, dochodzące z kuchni więc właśnie tam się skierowałam. Zastałam Jacka stojącego przy blacie i krojącego warzywa.
- O, już wstałaś – powiedział, zauważając mnie. – Elena poszła do sklepu spożywczego dokupić kilka rzeczy, powinna zaraz wrócić.
- Okej – uśmiechnęłam się.
Pomimo, że nie znałam chłopaka zbyt dobrze, to nie czułam się w jego towarzystwie skrępowana. Wydawał się bardzo miły i pomocny, tak jak jego dziewczyna.
- Mam nadzieję, że lubisz kurczaka z warzywami i ryżem.
- Uwielbiam – zaśmiałam się, ponieważ naprawdę bardzo często przygotowywałam sobie to danie.
Niedługo później wróciła Elena z pełną siatką zakupów, oczywiście nie mogło zabraknąć w niej słodyczy, chipsów i słodkich napoi. Pomogłyśmy Jackowi dokończyć obiad, który później wspólnie zjedliśmy.
O godzinie piętnastej postanowiłam zbierać się i iść do centrum. Elena wytłumaczyła mi dokładnie jak mam dojechać pod więzienie, ponieważ nie byłam zbytnio obeznana, pomimo iż mieszkałam tutaj prawie pół roku.

***

Stanęłam przed jednym z większych budynków w Londynie. Od razu można było zauważyć, że jest to instytucja dla przestępców. Dominowały tu odcienie szarości i bieli. Ogromne kraty i siatki z kolczastych drutów rzucały się w oczy. Typowe więzienie.
Moje serce biło coraz mocniej z każdym moim kolejnym krokiem w stronę wejścia. Zostałam wpuszczona przez masywnych strażników, do środka. To miejsce wcale nie było przyjemne. Znajdowały się tutaj setki ludzi, uwięzionych za kratami oraz osoby które ich odwiedzały i cierpiały za błędy swoich bliskich.
Stanęłam przy biurku, za którym siedziała jedna ze strażniczek; była dość młoda, miała może z trzydzieści lat.
- Słucham panią – odezwała się wychylając głowę zza ekranu komputera.
- Dzień dobry. Przyszłam do Harry’ego Stylesa. Czy jest możliwość zobaczenia się z nim? – powiedziałam najmilej jak umiałam.
- Chwileczkę – mruknęła, ponownie zwracając swój wzrok na monitor. – Podaj nazwisko.
- Alex Bennet.
- Zaraz pójdę powiadomić jego strażnika – powiedziała po chwili i już miała wstawać, kiedy zatrzymał ją mój głos.
- Czy mogłaby pani nie mówić mu, że to ja? – zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
- Dlaczego? – zmarszczyła czoło w zdziwieniu.
- Po prostu proszę, niech pani nie mówi mu mojego nazwiska. Ja muszę się z nim zobaczyć – czułam jak mój język plącze się ze zdenerwowania.
Jeżeli Harry dowiedziałby się o tym, że to ja chcę go odwiedzić, pewnie nawet nie chciałby wyjść z celi, dlatego wolałam, aby zobaczył mnie dopiero wtedy gdy już zostanie tutaj przyprowadzony.
- W porządku, nie udzielę tej informacji panu Stylesowi.
- Dziękuję – odetchnęłam z ulgą.
Kobieta odeszła, a ja cierpliwie czekałam. Stukałam palcami o drewniany blat, z chwili na chwilę denerwując się coraz bardziej. Miałam wrażenie jakby moje serce miało zaraz wyskoczyć z piersi.
- Proszę za mną – niedługo potem pojawiła się ta sama strażniczka.
Posłusznie podążyłam za nią do dużego pomieszczenia, w którym było porozstawiane mnóstwo stolików i krzeseł. Znajdowało się tam kilka osób, których pilnował policjant.
- Zajmij sobie miejsce, Styles powinien się zaraz zjawić – poinformowała i zostawiła mnie samą nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Usiadłam przy wolnym stoliku i wierciłam się niespokojnie, czekając na chłopaka. Pomimo iż chciałam go zobaczyć, jednocześnie bałam się. Właściwie to nawet nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, zapewne nawet nie będzie chciał słuchać moich głupich tłumaczeń.
Kiedy wreszcie duże, mahoniowe drzwi od pomieszczenia otworzyły się, moje serce na chwilę stanęło. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie stoi przede mną, zakuty w kajdanki, ubrany w pomarańczowy kombinezon charakterystyczny dla więźniów, a za nim podąża policjant. Jedyne co utrzymywało mnie w przekonaniu, że jest to Harry, to jego loki, które jednak nie były tak jak zawsze puszyste i idealnie ułożone. Wyglądał jakby całe życie uszło z niego, cała ta radość jaką pałał, wyparowała. Jego wzrok był rozproszony, rozglądał się po pomieszczeniu, tak jakby nie dowierzał, że tutaj jest. Następnie spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami, które nie były takie same jak te w których się zakochałam. Te były przepełnione smutkiem, bólem i rozczarowaniem, co sprawiało, że moje serce pękało na milion kawałeczków. Nie chciałam oglądać go w takim stanie, to było zbyt trudne i bolesne.
Z pokerową miną skierował się w moją stronę, stukając o posadzkę swoimi ciężkimi, skórzanymi butami. Zajął miejsce naprzeciwko mnie, od razu spuszczając wzrok w dół i ułożył dłonie na stoliku. Przez chwilę panowała cisza, kiedy intensywnie wpatrywałam się w niego i powstrzymywałam łzy, które cisnęły mi się do oczu. Chciałam go przytulić, dotknąć, posmakować jego cudownych ust, ale nie mogłam.
- Hej – w końcu odważyłam się odezwać.
Chłopak nie ruszył się nawet o milimetr, cały czas wpatrywał się w swoje palce. Powoli przysuwałam rękę w jego stronę i kiedy dotknęłam swoją dłonią, jego, on zabrał ją jak poparzony, chowając pod stołem.
Bolało. Cholernie bolało mnie to, że nawet taki gest sprawił, iż natychmiast się odsunął. Poczułam jak po moim policzku spływa pierwsza łza.
- Harry – powiedziałam płaczliwym głosem, coraz większa gula formowała się w moim gardle. – Proszę, spójrz na mnie.
Nie słuchał, nadal siedział nieruchomo.
- Po co tu przyszłaś? – warknął.
- Chciałam cię zobaczyć. Błagam, spójrz na mnie.
Brunet podniósł głowę, a nasze spojrzenia skrzyżowały się. Wykrzywiłam usta w delikatny uśmiech, lecz jego twarz nadal pozostała bez żadnych emocji.
- Idź stąd – powiedział oschle.
- Nie pójdę dopóki mnie nie wysłuchasz. Porozmawiaj ze mną.
Mój głos łamał się z każdym kolejnym słowem.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Zostaw mnie w spokoju.
- Kocham cię – załkałam.
- Przestań udawać. Mam już tego dość, czego ty jeszcze ode mnie chcesz? Wykonałaś zadanie jak należy, więc łaskawie odejdź, nie chcę cię nigdy więcej widzieć na oczy – mówił wściekły, zaciskając swoje dłonie w pięści.
- Nie udaję, ja naprawdę cię kocham, Harry. Błagam, daj mi to wszystko wytłumaczyć.
- Co ty chcesz tłumaczyć? Jesteś zwykłą szmatą, a ja nie zamierzam znów nabierać się na twoje gierki. Zniszczyłaś mnie, to właśnie chciałaś usłyszeć? To że dzięki tobie stoczyłem się na dno? Możesz sobie pogratulować, proszę bardzo. Dzięki tobie dowiedziałem się, że dobro nie popłaca. Ono sprawiło, że stałem się naiwny i uwierzyłem w każde twoje słowo. Chciałem być lepszym człowiekiem, zmienić się, ale teraz zdałem sobie sprawę, że to tylko mnie ogłupiło. Pozwoliłem ci na zbyt wiele, manipulowałaś mną, a ja nawet tego nie widziałem, bo byłem tak bardzo zapatrzony w to, aby być dobrym. Ale bycie skurwielem jest o wiele lepsze, przynajmniej mam pewność że nikt mnie nie zrani. Nie zamierzam już nigdy więcej ci zaufać, spieprzyłaś wszystko.
Oparłam swoje czoło o drewniany stolik, zanosząc się płaczem. Nie mogłam już wytrzymać, czułam się potwornie. Nie zasługiwałam na jakąkolwiek miłość, nie po tym co zrobiłam.
- Cholera, tak bardzo cię kocham – udało mi się wykrztusić.
Powoli podniosłam głowę, po mojej twarzy bezustannie płynęły łzy, a ja cała się trzęsłam.
- Przepraszam cię za wszystko, Harry. Wiem, że to co zrobiłam jest niewybaczalne. Okłamywałam cię przez cały czas, ale… Ale cię kocham. I nie przestanę, nie potrafię. Jesteś dla mnie zbyt ważny, nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować. Po prostu jesteś najważniejszym człowiekiem w moim życiu, wiedziałam to od dawna, od kiedy po raz pierwszy mnie pocałowałeś. Wmawiałam sobie, że cię nienawidzę, ale to nigdy nie była prawda! Bałam się przyznać przed samą sobą, że jest inaczej. Myślałam, że nie jesteś mnie warty, ale teraz okazuje się, że to jednak ja nie jestem warta ciebie.
Patrzył na mnie przez cały ten czas, w którym mówiłam, jednak ani razu nie otworzył ust, aby się odezwać.
Przetarłam twarz dłońmi, mając gdzieś, że przy tym rozmarzę sobie makijaż. W tym momencie miałam kompletnie gdzieś to jak wyglądam, nie obchodziło mnie nic, z wyjątkiem jego. Jedyne czego chciałam to, żeby mi wybaczył, powiedział, że wszystko jest dobrze. Ale niestety nic nie jest dobrze i nic nie będzie. Harry mnie nienawidził, wiedziałam to.
- Alex, proszę, wyjdź.
Jego słowa podziałały jak ostrze wbijające się w moje serce.
- Nie chcę wychodzić! Chcę cię odzyskać!
Płacz i histeria całkowicie zawładnęły moim ciałem.
- Zostaw mnie samego. Mam dość jak na dzisiejszy dzień.
- Proszę, powiedz, że jeszcze będę mogła tutaj przyjść – błagałam.
- Tak, ale teraz wyjdź, do cholery! – krzyknął głośno, ciągnąc za swoje włosy we frustracji.
Wiedząc, że i tak już nic więcej nie zdziałam, podniosłam się z siedzenia i wolnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Zanim jeszcze opuściłam pomieszczenie, odwróciłam głowę w tył, ostatni raz spoglądając na chłopaka, który teraz miał twarz schowaną w dłoniach. Nie mogąc wytrzymać tego widoku, szybko opuściłam salę, ponownie zanosząc się płaczem.

___________________________
Jest Harry! Kto się cieszy? 

3 komentarze:

  1. EVERYBODY DANCE NOW!
    Jezu, ja wiem, że się pokłócili, ale on musi widzieć szansę na ich miłość. W końcu pozwolił jej znowu przyjść.
    MNĄ TEŻ EMOCJE ZAWŁADNĘŁY XD
    Czekam ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest wreszcie Harry!!! Mam nadzieję, że jej wybaczy chociaż to nie będzie łatwe dla niego i mam nadzieję, że Alex naprawdę zawalczy o miłość Harrego i o to, aby jej przebaczył, już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Meggaa. Czekam na kolejny xd. No ale czemu jej nie wybaczyl ;/ bye

    OdpowiedzUsuń